Terra Inc0gnita
Forum Terra Inc0gnita
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
 Statystyki    Regulamin

konkurs: Vilduir Luelitafer

 
       Forum Terra Inc0gnita Strona Główna -> Altirion
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
GreK
Demoni Władca


Dołączył: 08 Gru 2002
Posty: 378


PostWysłany: 23-04-2003 17:55    Temat postu: Vilduir Luelitafer - historia postaci Odpowiedz z cytatem

Vilduir Luelitafer - historia postaci

-Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i wieloma rzekami żył pewien bard,
którego zwano Vilduirem - zaczął swą opowieść elf, podczas gdy mężczyźni
barykadowali drzwi frontowe karczmy - był wysoki, miał oczy o głębokim
rubinowym kolorze...
- Cio to źnaczy rubinowym? - zapytała jedno z wielu dzieci, które obsiadły
elfa, i wsłuchując się w jego bajki nie zwracało uwagi na ponure okrzyki na
zewnątrz karczmy.
- Czy wiesz jaki kolor ma tail'anskie wino? - elf podszedł do baru nie
czekając na odpowiedź, znalazł butelkę wina, wlał do ocalałej szklanicy i
wrócił do kominka - Spójrzcie, to jest właśnie rubinowy kolor.
- Czy takie miał oczy ten bard? - zagaił jakiś chłopiec z powątpiewaniem -
To dziwny kolor dla oczu.
- Niezupełnie, on miał ciemniejsze - elf odstawił rękę od światła - o
takie - powiedział pokazując szkło pełne ciemnego w tym świetle płynu.
- Takie jak twoje?
- Mniej więcej - mruknął niechętnie - No więc, ten bard miał takie oczy,
nosił ciemnozielone szaty, z motywami dębowego liścia, wiecie jak wygląda
dąb?
- Ja wiem ! - wyrwała płowowłosa dziewczynka
- Dobrze... nosił też szary płaszcz, a przez ramię przewieszoną miał zawsze
lutnie. Wędrował on po świecie, obserwował jak ptaki tańczą w powietrzu,
podglądał gody zwierząt leśnych a potem pisał o tym pieśni. Jego głos witał
w różne strony świata, raz był witany miło, innym razem ozięble. Zdarzało
się, że ludzie bali się elfa z powodu jego spiczastych uszu, ale on na to
nie zważał i zawsze szedł dalej. Aż pewnego razu zaszedł na zamek...
- Była księżniczka?

Przez szpary w zabitych oknach co chwila widać było przemykający niski cień,
a do środka wdzierał się straszliwy mróz. Elf i dzieci zbliżyły się do
kominka, w którym resztki drewna właśnie się dopalały.

- Tak... - powiedział elf po dłuższym namyśle - była księżniczka.
Najpiękniejsza jaką ten elf widział. Nawet wśród swego rodu nie spotkał tak
pięknej istoty jak ta księżniczka. A on był młody, miał zaledwie 70 lat...
- 70 lat to ma mój dziadek ! - krzyknęła dziewczynka wiedząca jak wygląda
dąb
- Ale elfy żyją bardzo długo - odparł elf z uśmiechem - 70 lat to nic dla
nich. To tak jak... tak jakby był tobą. Ile masz lat?
- 12 - rzekła z dumą - na wiosnę będę miała 13
- Jeśli dożyjesz... - mruknął pod nosem elf i zaraz ugryzł się w język, ale
żadne z dzieci najwyraźniej nie usłyszało tego komentarza. - No więc Vilduir
przybył na zamek i przebywał tam przez długi czas, gdyż hrabiemu bardzo
podobał się jego śpiew. Podobał się też księżniczce, śpiewał więc dla niej
co wieczór. I muszę wam powiedzieć, że jedno tej księżniczce trzeba było
przyznać, umiała się bić.
- E tam, dziewczyny nie umieją się bić - skomentował rudy, piegowaty
chłopak - ciągle piszczą a jak się je uderzy to drapią i lecą do mamy.
- Ona umiała. Walczyła lepiej niż niejeden chłopak, a żebyście widzieli jak
strzelała... Hm... - na chwilę zawiesił głos a jego wzrok zatrzymał się
gdzieś poza przestrzenią i czasem - Na czym to ja... A tak... Umiała też
wspaniale grać na flecie. Z tego małego kawałka drewna tworzyła melodie,
które leczyły wszelkie rany duszy. Urzekła elfa swoją osobowością...
- Oso.. bowcią? To sukienka? - spytała mała dziewczynka z warkoczykami
- Osobowością, to znaczy charakterem. To było zbyt oczywiste że mieli się ku
sobie. Musieli jednak ukrywać swoje uczucie, gdyż jej ojciec miał już wobec
niej plany - elf uśmiechnął się pod nosem przypominając sobie dosyć dosadne
określenie tych planów, którego raczej nie powie dzieciom. No wiecie,
względy obyczajowe - Ojciec powiedział że ją wydziedziczy, czyli pozbędzie
zamku i wszystkich pieniędzy. A ona na to, że niech sobie wydziedzicza,
odwróciła się na pięcie i wyjechała z bardem.
- I żyli długo i szczęśliwie?
- Hm... można tak powiedzieć. Wędrowali razem, razem śpiewali i grali po
miastach. Nie byli nigdy bogaci, ale było im całkiem dobrze. Ale ona była
człowiekiem, a bard był elfem. W końcu przyszedł czas, że ciężkie życie
odbiło się na jej zdrowiu. Zaczęła chorować na serce, ale nie mówiła tego
bardowi. W końcu zmarła mając zaledwie 46 waszych lat.
- Ojej... Co zrobił Validuri ?
- Vilduir - elf poprawił dziecko - bard oszalał ze smutku. Wiedział, że nikt
nie jest w stanie wrócić jej życia. Załamał się i przystąpił...
przypadkowo... do grupy bandytów. Robił bardzo niedobre rzeczy.

Przerażający huk na zewnątrz był oznaką, że za chwilę będzie musiał przerwać
opowieść i chwycić za łuk. Najwyraźniej horda przypuści kolejny szturm lada
chwila - i tym razem będzie skuteczny.

- I co dalej ?
- Nie ma teraz czasu... schowajcie się - elf sprawdził palcem cięciwę potem
chwycił za kołczan, gdzie ostatnie strzały szczerzyły swoje czarne brzechwy.
Miecz przy pasie zakołysał się z zachwytu na myśl o zbliżającej się krwawej
kolacji.
- Proooooszę, powiedz co się stało z Validuriem. Proooszę.
- Vilduirem - poprawił odruchowo ciągnąc piątkę dzieci w kierunku szynku -
Tod, masz w tu jakąś piwniczkę żeby je schować ?
- Jeśli potrafisz odwalić wejście to tak - gruby karczmarz wskazał trzymanym
morgensternem zawalone schody.

Kobieta za szynkwasem wzięła dzieci, opatuliła czymś i przytuliła do siebie.
Zaraz przyszła druga, która dotąd opłakiwała swojego zmarłego przed paroma
godzinami męża, wzięła dwójkę dzieci i zaczęła się modlić do jakiegoś boga.

- Słuchaj, nie mamy szans no nie ? - Tod zerknął na dwóch wyrostków, którzy
ledwie trzymali broń - siekierę do drewna i widły - Ty, ja, tamten gość w
czarnym płaszczu, widać że zabijaka ale za dużo tych śmierdzieli na
zewnątrz.
- Nie, nie mamy...
- Mogę chociaż poznać twe imię panie minstrelu ? Nie raczyłeś się
przedstawić jakżeś tu przybył... a potem nie było okazji spytać.
- Vilduir jeśli koniecznie chcesz wiedzieć człowieku.
- Rozumiem... a jak kończy się twoja bajka ?
- Pewnego dnia elf odwinął tobołek ze swoją lutnią, i zauważył że w pudle
jest jakaś zwinięta karteczka. Wyjął ją, przeczytał, i zapłakał...
- Co tam było ?
- Ostatnia prośba księżniczki - z rubinowego oka elfa pociekła mała łza dla
uczczenia dawnych czasów - "Śpiewaj"
- Ile czasu... to znaczy, dawno to było ?
- Tak ze 20 waszych lat, chyba... Słuchaj. Mamy teraz poważniejsze problemy
na głowie. Na przykład ta wygłodniała horda goblinów co się dobija i zaraz
wywali drzwi, więc skupmy się panowie, to może pożyję dość długo żeby ułożyć
swoje i wasze epitafium.

Drzwi podparte wszystkim co dało się ruszyć i przesunąć ustąpiły w końcu. A
elf nucąc pod nosem pieśń w nieznanym języku puścił cięciwę...
_________________
szukam postaci do nowego projektu psycho - horror: grek@va.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora  
 
GreK
Demoni Władca


Dołączył: 08 Gru 2002
Posty: 378


PostWysłany: 23-04-2003 18:01    Temat postu: Vilduir Luelitafer - ruch #1 Odpowiedz z cytatem

Vilduir Luelitafer - ruch #1

Ruch #1
Karlstadt, ranek 28 dpKB

Zajazd "Różowa ciżemka" wypełniony był po brzegi publicznością. Na sali
panowała jednak cisza... Cisza to może za dużo powiedziane. Publiczność
milczała, to prawda. No a jeśli mamy publiczność, to oznacza że...

Na podwyższeniu na środku sali, na zdobionym, masywnym krześle, z nogą
opartą na podnóżku siedział elf o rubinowych oczach. Z lutni, trzymanej w
rękach, wydobywał ostatnie tony ballady o nieszczęśliwej miłości krasnoluda
do uroczej elfki, która kpiła sobie z niego.

Gdy przebrzmiały ostatnie akordy, sala zawrzała brawami.

Vilduir skłonił się nisko i ustąpił miejsca zmiennikowi, sam zaś poszedł do
swojego, suto zastawionego stolika, który był zapłatą za występy.

Gdy tylko usiadł i nalał sobie wina, a sala słuchała nowej ballady, podszedł
do niego tykowaty mężczyzna, w wysłużonym, zszarzałym od pyłu płaszczu i
poprosił o rozmowę na osobności.

Wyszli na zewnątrz. Chłodna noc lśniła tysiącem gwiazd na bezchmurnym
niebie.

Wysoki mężczyzna wyglądał na zmęczonego. Stał zgarbiony, rękę oparłszy o
rękojeść miecza przytroczonego do pasa.

- Ładna ballada - zagadnął nieznajomy

- Jak się domyślam, nie o tym ma być rozmowa - odparł bard. - Ludzie chętnie
słuchają, rzadziej komentują.

- Zaiste - odpowiedział rozglądając się wokół.

Uliczka była pusta, miasto spało już prawie całe.

- Mam propozycję - zniżył głos do szeptu. - Na sali jest ktoś, na kim mi
zależy. Mógłbyś mi pomóc.

- Hmmm... czyżby jakaś dama...?

- Nie... Nie o to chodzi. Chciałbym abyś wyciągnął od niego potrzebne mi
informację. Jeśli zgodzisz się, powiem o kogo chodzi. W przeciwnym razie
zapomnijmy o całej rozmowie. Nie muszę dodawać, że zapłacę za tę informację
więcej niż zarobisz przez rok na układaniu ballad?
_________________
szukam postaci do nowego projektu psycho - horror: grek@va.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora  
 
GreK
Demoni Władca


Dołączył: 08 Gru 2002
Posty: 378


PostWysłany: 25-04-2003 18:09    Temat postu: Odpowiedź Vilduira na ruch #1 Odpowiedz z cytatem

Odpowiedź Vilduira na ruch #1

-----------------------------------komentarz do tury
Vilduir postara się dowiedzieć możliwie najwięcej od człowieka, który mu
zlecił zadanie. Jeśli na któreś z pytań będzie milczał bądź się wykręcał,
Vild powie coś w stylu "Wybacz panie, lecz trudno mi wykonać to zlecenie
prawidłowo, skoro odmawiasz mi informacji". Jeśli człowiek nadal się będzie
upierał, elf nachalny nie będzie, mruknie coś pod nosem i zakończy temat. Na
koniec oczywiście spyta ile ma czasu i gdzie/komu ma dostarczyć zdobyte
informacje. Elf cały czas jest ostrożny, postara się unikać zbędnych
komentarzy, a pzez cały czas rozmowy bedzie bacznie obserwował człowieka.
----------------------------------

Ruch #1
Karlstadt, ranek 28 dpKB

Elf splótł ręce na piersiach i spojrzał na twarz człowieka, który właśnie
złożył mu tą jakże intratną propozycję. Wodził wzrokiem od zmarszczek na
czole po sam podbródek. Najdłużej zatrzymał się jednak na oczach, tak jakby
chciał zapamiętać każdy najmniejszy ich szczegół, każde drgnienie źrenicy,
każdy cień za nimi skrywany.
- Dobrze człowieku - powiedział w końcu podnosząc głowę do góry i szukając
czegoś na niebie - powiedzmy, że jestem zainteresowany. Jednak zanim zrobię
cokolwiek, chciałbym znać imię tego, który mnie najmuje - Vilduir nienawidzi
tego słowa, zwłaszcza jeśli trzeba go użyć w odniesieniu do niego samego,
ale w tej sytuacji lepszego nie znalazł - Moje już zapewne słyszałeś,
Vilduir "Zielony Wędrowiec" Luelitafer - skinął lekko głową, po czym nie
czekając na odpowiedź nieznajomego kontynuował - Po drugie, powiedz mi panie
czegóż mam się dowiedzieć. W miarę dokładnie jeśli łaska, nie chcę aby potem
były jakieś wątpliwości co do informacji, które przyniosę, chociaż...
Chociaż przypuszczam, że oferując mi sumę większą niż moje roczne zarobki,
nawet ich nie znając - ostatnie "nie znając" wypowiedział z ironią w głosie
uśmiechając się przy tym lekko - sprawa musi być nielicha. Po trzecie
człowieku... powiedz mi co nieco o tym jegomościu, czego mam się wystrzegać
w rozmowie, kim jest, ważny czy pętak... Potrzebuję jakiegoś punktu
zaczepienia, żeby coś z tego wyszło.

Minstrel powiódł wzrokiem za nietoperzem ścigającym niewidocznego owada.
Przez myśl mu przeszło, że nietoperze mają całkiem miły żywot, jeśli nie
liczyć tych zdziwaczałych magów, którzy bez przerwy potrzebują ich skrzydeł
do swoich zupek. Vilduir zazdrościł im tego dziwnie dobrego wzroku,
możliwości latania w zupełnych ciemnościach z niezmienną szybkością i swego
rodzaju gracją, unikania przeszkód na swej drodze i możliwości podejścia
swej ofiary szybko i cicho. A on, o ironio, musi po prostu spytać (to tak
jakby bandyta ustawił znaki ostrzegawcze "za chwilę zostaniesz obrabowany i
być może zabity") i obserwować reakcję...
- Powiedz mi proszę jeszcze jedno. Jaką mam gwarancję, że gdy dowiem się dla
ciebie panie wszystkiego czego dowiedzieć się miałem, nie skończę w
rynsztoku ze sztyletem bądź bełtem w plecach. W końcu... jak już mówiłem,
mam wrażenie, że sprawa błaha nie jest, a o nie-błahych sprawach powinno
wiedzieć jak najmniej z grona żyjących, mam rację panie? - elf znów
przeniósł wzrok na źrenice człowieka, uważając przy okazji na jego ręce -
czy jej nie mam?
_________________
szukam postaci do nowego projektu psycho - horror: grek@va.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora  
 
GreK
Demoni Władca


Dołączył: 08 Gru 2002
Posty: 378


PostWysłany: 25-04-2003 19:09    Temat postu: Vilduir Luelitafer - ruch #2 Odpowiedz z cytatem

Vilduir Luelitafer - ruch #2

Człowiek spojrzał na niego wnikliwie i powiedział znużonym głosem.
- Wybacz panie, strudzonym bardzo, to też i maniery gdzieś uciekły.
Pułkownik Rętuła - wyciągnął rękę do powitania. - Co do pewności, że po
wykonaniu zadania, nie wbiję ci noża w plecy masz jedynie me słowo. Jeśli ci
ono wystarczyć może...

Vilduir uścisnął mu dłoń lekko zaskoczony.

- Nie dziw się, że po cywilu - odparł widząc podejrzliwość elfa - lecz
sprawa delikatna jest bardzo. Nie będziem jednak tak na ulicy rozmawiać,
przez kogoś podsłuchanym możemy tutaj być... Czy nie znasz...

- Przejdźmy do pokoju, który tutaj wynajmuję - zaproponował bard <nie
chciałem przedłużać i trzymać was na zewnątrz Embarrassed)>

Pokój nad gospodą był skromny i niewielki, ale czyściutki. Usiedli przy
stole, zapalili lampkę naftową a pułkownik rozpoczął opowieść.

- Sprawa delikatna jest, jak już rzekłem. Trzy dni oka już nie zmrużyłem, a
czas mi wracać... obowiązki... Lecz do rzeczy! Marchia Elendor nie jest
bogatym regionem a to co księciu Aldornowi należne, musi do kasy
odprowadzić. Markiz Karl V był dobrym władcą, jednak po jego śmierci źle się
dziać zaczęło. Jego syn Karl VI, człowiek wielkich ambicji, a rozumu... no
cóż... W każdym bądź razie, posłał on pismo do Vienstadt, że dalszych
wpływów do książęcego skarbca nie będzie, gdyż pieniądze te zainwestowane
być muszą. Na pytanie w co? Odpowiedzi prostej nie było. Markiz von Baden
wysłał mnie tedy, żeby sprawę cicho zbadać, w oczy się nadto nie rzucając.
Dał mi wolną rękę co do podjętych kroków. Tylem się tylko dowiedział, że
kuźnie w Karlstadt pracują pełną parą, co dzień i noc oręż nowy tłukąc -
przerwał tyradę i zwilżywszy usta językiem, począł mówić dalej. - Dlatego
trzeba mi wracać szybko, coby tę wieść przekazać a samemu rozpoznanemu nie
zostać. Z drugiej strony, sprawę rozbadać trzeba dokładniej, tylko tak, aby
jawnie tego nie robić... Pan, poezji mistrz, łatwo może łaskę markiza zdobyć
a i może czegoś się dowiedzieć. Książę za zdobyte informacje na pewno
hojność okaże, słowem swym ręczę.
_________________
szukam postaci do nowego projektu psycho - horror: grek@va.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora  
 
GreK
Demoni Władca


Dołączył: 08 Gru 2002
Posty: 378


PostWysłany: 29-04-2003 17:41    Temat postu: Odpowiedź Vilduira na ruch #2 Odpowiedz z cytatem

Odpowiedź Vilduira na ruch #2

Ruch #2
Karlstadt, 48r ranek 28 dpKB
---
- Dobrze więc zacny człowieku, możesz wracać do swych obowiązków - elf
chwycił swą lutnię, wygładził ubranie, po czym wyszedł wraz z kapitanem.
Upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu, szepnał do Rętuły - zakładam
panie, żeś wynajął swój pokój. Ugościłbym cię przed powrotem, lecz dla dobra
sprawy nie mogę tego uczynić. Niewykluczone bowiem, że ktoś rozpoznać mógłby
cię, a wtedy życiem moim bym na ostrzu noża tańczył. A ja lubię swoje
życie - bard uśmiechnął się pod nosem - to nałóg z którym trudno zerwać.

Elf zszedł na dół, rozejrzał się po pomieszczeniu po czym okrężną drogą
(okrężną czyli zawadzając przypadkiem o szynk, o innego minstrela, który
grał po nim i o pewną damę puszczając jej oko) doszedł w końcu do stolika,
przy którym siedziała córka markiza.
- Witaj pani - elf skłonił się dworsko - z oczu twych czytam, żeś obyta i
osłuchana bardzo znawczyni poezji i pieśni. Czy mógłbym więc pani o
przysługę cię prosić? - Vilduir podszedł bliżej napinając struny lutni i
próbując jej dzwięki - Chodzi o to, że mam problemy ze swą pieśnią nową.
Ciężko mi ją ukończyć, gdyż tutejsi słuchacze, czy to z wysokiej czy niższej
sfery, nic anic na poezji się nie znają. Takie to niestety ciężkie czasy dla
minstreli - uśmiechnął się serdecznie - niegdyś wielmoże wspaniałe bankiety
urządzali, a ich wspaniałość nie polegała na przepychu, lecz na treści
właśnie... Teraz, eh, co tu dużo mówić, nie wiem czy władca tej krainy ceni
sobie pieśni, lecz lud jego, poza niektórymi zebranymi tu ludźmi, bardów
chłodno przyjmuje. Nie z braku chęci czy zainteresowania, lecz ze
zrozumienia małego dla losów otaczającego go świata. Dlategoż jeszcze raz
zwracam się z prośbą do ciebie pani - zawiesza na chwilę głos - byś
dopomogła biednemu śpiewakowi skończyć jego dzieło.
Uniósł brew, w międzyczasie palce zagrały parę szybkich akordów, a jego
rubinowe oczy wpatrywały się w oczy dziewczyny. <dziewczyna zapewne spyta o
jaką pieśń chodzi - będzie to pieśń o ludzkiej doli. możliwe że zaistnieje
konieczność odśpiewania fragmentu, więc podsyłam pierwszą zwrotkę. melodia
jest delikatna i niezbyt cicha, choć nie smutna. raczej "zamyślona">
-------------------
zwrotka:
Jak cień przed brzasku blaskiem umyka
Jak wilk ofiarę swą po lesie goni
Tak każdy człowiek ze swym losem zwleka
Póki krew płynie w jego skroni...

ad. elf poprosi dziewczynę, aby opowiedziała jak według niej wygląda życie
człowieka, bard natomiast będzie dążył do filozoficznej dysputy
<niekoniecznie będzie się trzymał oprawy, słownictwa czy terminologii żeby
dziewczyny nie zanudzić; bedzie raczej operował przykładami z życia>.
-----------------------
sytuacja druga:
jeśli dziewczyna okaże się "gorącym temperamentem" daruje sobie filozofię i
zaśpiewa jakąs wesołą piosenkę <o paladynie co panicznie boi się goblinów>
(np.)Paladyn kloc na drzewo hoc
Gdy tylko goblin się zbliża
Pomóc komuś wielce rad
Lecz skarży się na ból krzyża
_________________
szukam postaci do nowego projektu psycho - horror: grek@va.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora  
 
GreK
Demoni Władca


Dołączył: 08 Gru 2002
Posty: 378


PostWysłany: 30-04-2003 14:26    Temat postu: Vilduir Luelitafer - ruch #3 Odpowiedz z cytatem

Vilduir Luelitafer - ruch #3

Uniósł brew, w międzyczasie palce zagrały parę szybkich akordów, a jego
rubinowe oczy wpatrywały się w oczy dziewczyny.

---
Oczy to piękne były zaiste. Głęboki błękit, wydawałoby się kawałek nieba.
Cera jasna, jeśli nie powiedzieć blada, włosy długie blond, spływały luźno
na prostą, lecz wykwintną szatę. Przez tą bladość skóry, wyglądała krucho i
przez to może pięknie. Gdzież jej było do czerwstwych chłopek! Siedziała w
towarzystwie niewiele od niej starszego młodzieńca, którego ubiór bogactwo i
przepych wielki wskazywał. Kołnierzyk biały, rękawy pufiaste, według
najnowszej mody dworskiej. Spojrzał na elfa nieprzychylnie, wstał...

- Odejdź pókim miły, bo ci skórę przetrzepię - poparł słowa opierając dłoń
na głowni rapiera, zwisającego luźno przy pasie.

- Usiądź Rael - długowłosa dziewczyna uśmiechnęła się do niego słabo. -
Chętnie posłucham, chociaż - tutaj zwróciła się do barda - nie wiem czy
pomóc będę mogła.

Rael usiadł acz niechętnie, błyskawice z oczu ciskając.

- Proszę... - skinęła w kierunku elfa, zachęcając go.

---
-Moja pani - elf ponowił ukłon - jest to pieśń o ludzkiej doli

Tu przycisnął do siebie instrument i zanucił z cicha.

Jak cień przed brzasku blaskiem umyka
Jak wilk ofiarę swą po lesie goni
Tak każdy człowiek ze swym losem zwleka
Póki krew płynie w jego skroni...

---
Tutaj przerwał w struny ciągle jeszcze trącając lekko.

- Czy możesz mi opowiedzieć pani, jak według ciebie wygląda życie człowieka?

Słowa minstrela wybudziły ją z zamyślenia. Spojrzała w jego rubinowe oczy i
odpowiedziała smutno.

- Niewiele mi o życiu prawdziwym wiedzieć przyszło. Całe me życie spędzam w
swych komnatach. Jedynym pocieszeniem mi, mój ogród wspaniały. Z rzadka
jedynie dane mi zamek opuścić pod opieką Raela - tutaj kiwnęła w stronę
towarzysza.

- Czym zaiste jest życie jeśli nie móc go czerpać pełną piersią? Podobnież
słowik w klatkę, choćby pozłacaną schwytan, smutne trele tylko dawać będzie.
Na wolności jednak, cóż za odmiana...

- Czyż jednak zwierzę od małego w niewoli trzymane, gdy dorosłym do lasu
puszczone, nie postrada w nim życia, nie wiedząc jak się w nim odnaleźć?

- Prawda to pani, lecz znane przypadki są, że wilczka małego od matki
odebrawszy, trzymano w chałupie, gdy jednak za bardzo dokazywać począł
puszczono luzem. Tegoż samego później w stadzie widziano dzikim. Tak więc
wolności, gdy tylko w odpowiedni sposób pokazana będzie, można smakować bez
uszczerbku na zdrowiu.

Błękitnooka zamyśliła się znowu, spojrzawszy w odległy, wyimaginowany obraz.

- Gdybyż to tylko takie proste było jak waść prawisz... - odrzekła cicho,
bardziej do siebie niźli do kogo innego.

- Dosyć tego - Rael powstał znowu, nowe błyskawice bardowi posyłając. -
Musimy już iść niestety. Ojciec będzie się zamartwiał o panią.
_________________
szukam postaci do nowego projektu psycho - horror: grek@va.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora  
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
       Forum Terra Inc0gnita Strona Główna -> Altirion Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Modified by Bojo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group